Karczemne plotki

Karczemne malowidła

Śpiący jeszcze karczmarz wstał i wyjrzał zza szynkwasu. - Co to ma być do kroćset? Pustki w karczmie świecą jako mi pająki w piwnicy. Wino się marnuje, bo nie ma komu wypić. Istny skandal. Tak mówiąc wziął jeden z dzbanów wina i nalewając do kielicha upił kilka łyków, co by się nie zmarnowało.Podszedł do jednego z okien i krzyknął donośnie. - Chłopcy! Pozwólcie no tutaj na moment.

Przez uchylone drzwi weszło do wnętrza czterech rosłych mężczyzn, którzy stanęli w szeregu przed gospodarzem ślepo czekając na polecenie.

- Tak więc, dziś nie będziecie nosić stołów ni gości wyrzucać gdyż tego drugiego nawet nie ma karczmie jak widać. - Rzekł gospodarz do swych pomocników. - Ale to i dobrze się składa gdyż mam ja dla Was inne zadanie. Otóż zajmiecie się sztuką. Tak, sztuką, namalujecie mi tutaj trzy obrazy, po jednym na każdej ze ścian.

Mężczyźni popatrzyli po sobie ze zdumieniem, lecz nic nie odpowiedzieli czekając na dalsze słowa gospodarza.

- Cieszę się, że się zgadzacie. Otóż tak. Na ścianie na wprost szynkwasu, tam gdzie palenisko się znajduje, tuż nad nim, ma znaleźć się walka pomiędzy wsławionym wojownikiem a zagorzałym jego i nie tylko jego, wrogiem, smokiem złotym. Słyszeliście opowieści nie tylko ode mnie więc wiecie jak rzecz wygląda.
- Po stronie lewej w przestrzeni gdzie okien nie ma, namalujecie zali jedną z zabawniejszych scen, jaka się w mym przybytku wydarzyła. Zapewne pamiętacie jak to pan Geil wampira w korycie dla koni utopić próbował, a potem jeden wiedźmak co to do dziś tu przychodzi przebić kołkiem próbował. Otóż to chce mieć tam namalowane by miłe wspomnienia na myśl czasem przywodzić.
- Na ścianie trzeciej, w której wejście jest, znaczy po prawej stronie, również pomiędzy oknami, ma się znaleźć cudowna bitwa. Pierwsza Bitwa Galimoryjska z dnia 14 miesiąca 2 roku 13 ery naszej. Kroniki wam czytano, więc myślę ze problemów mieć nie będziecie. Zatem do roboty panowie, bo czas nagli, a po ciemku niełatwo się maluje. Wszelkie pomoce, pędzle, farby są na zapleczu. Życzę powodzenia i obym się na was nie zawiódł.

Tak rzecząc stanął ponownie za szynkwasem. Niedawno złościł się, że gości brak, lecz teraz zdanie odmienił, bo by ino przeszkadzali. Zasiadł na stołku i patrzył na poczynanie swych pomocników.
Mężczyźni natychmiast zabrali się do pracy ni słowa sprzeciwu nie rzecząc. Jako żywo pochwycili barwniki, pędzle i wiadra na kolorowe płyny. Jako że ich czterech było jeden malował nad kominkiem ze smokiem starcie, drugi wampióra topienie na ścianie lewej, dwaj pozostali natomiast malowidło najtrudniejsze, czyli Pierwszą Galimoryjską Bitwę ze zła siłami.

Byli sprawni i prędcy w swej pracy, więc po pewnym czasie malowidła były już wyraźne i czytelne.

Nad kominkiem wedle życzenia karczmarza pojawiło się malowidło ukazujące ostateczne chwile życia wojownika i smoka. Ten pierwszy nabity na długie pazury złotej bestii trzymane tuz przy pysku gdzie miecz, o głowicy w feniksa kształcie, w gardziel wbity był przez konającego już bohatera. Widać było, iż obaj z bólu cierpią i śmierci nie umkną. Oboje zginęli, jeden śmiercią chwalebną, zwycięską i w innych obronie, drugi pokonan i w mękach konający, bez żalu z życia swego okrucieństw.

Po stronie lewej w przestrzeni, gdzie okien nie było, inne całkiem malowidło powstało. Oto taż sama karczma ino z zewnątrz widziana a przed nią stojący paladyn, który za łeb trzymając jakiegoś jegomościa w korycie dla koni go topił. Przez okno widać było sylwetki gości wpół zgięte ze śmiechu i twarze ich rozbawione do bólu widząc mężczyznę trudzącego się dość mokrą robotą. Tuż przy nim zaś stała postać wiedźmina, który z szyderczym uśmiechem patrząc na topionego jegomościa bawił się podrzucając osinowy kołek ostro zaostrzon.

Po prawej stronie powstało najwspanialsze dzieło jak również najwięcej czasu zajęło. Oto pierwsza i jedna z największych bitew, jakie w Galimorze się odbyły. Dwanaścioro bohaterów walczących ze zła siłami. Z prawej strony malowidła hordy pająków, orków, goblinów, drowów i kto wie jeszcze czego, z dziką wściekłością biegły w stronę Galimoryjczyków. Z lewej zaś strony, w słońca blasku, w szale bitewnym tonęło dziesięciu z mężnych bohaterów, a pośród nich takie postacie sławne jak Avienar elfami dowodzący, nekromanta Khazur liszem bedący, Thork , Berthonrdin, Alvaron, Barbrius, Keroloth który pomimo bycia bardem jest męzny i waleczny, Krraig wuj słynnego HordHawka, długowieczny wampir MortUUs i Nathaniel. Nad nimi ogniem ziejąc wznosili się biała smoczyca Tatsu i smok Uplink zniszczenie siejąc w szeregach wroga. W tle zaś zastępy śmigłostrzałych elfów, zasypywały gradem strzał wojska nieprzyjaciela, a nad nimi smoki pod Uplinka dowództwem rzucały skalne odłamy na nieprzyjaciela miażdżąc ich ciała sromotnie. W prażącym słońcu lśniły zbroje wojowników. Magowie z różdżek i lasek swych czary rzucali, nieprzerwanie hamując napór nieprzyjaciela.
Tak wyobrażali sobie Ci dwaj malarze Pierwszą Bitwę Galimoryjską. Gdy skończyli, wszyscy czterej stanąwszy na środku karczmy podziwiali swe dzieła przez moment by po chwili sprzątnąć rozlane farby, pędzle oraz wiadra i schować wszystko na zaplecze.Mężczyźni po uprzątnięciu bałaganu, jaki zrobili, skłoniwszy się karczmarzowi opuścili karczmę bez słowa i zadowoleni z samych siebie.

Gospodarz spojrzał z dumą po dziełach niczym szlachcic patrzący na zbiory ze swych pól, jakie zostały namalowane na trzech ścianach karczmy. Chwalebna walka HordHawka z Lithem, topienie Nitroxa prze Geila Jarroda z pomocą Oriona oraz Pierwsza Bitwa Galimoryjska. Te trzy wdzięczne malowidła od teraz zdobią wnętrze karczemnego przybytku nazywanego przez karczmarza "Karczmą pod Pijanym Smokiem".

Poranek dnia 23, miesiąca 1, roku 33.

Karczmarz: *Z zaplecza wyszedł zaspanym krokiem i jak to mawiają, zamiótł wzrokiem cała karczmę. Nikogo jeszcze nie było, więc miał czas by oporządzić wszystko.*

Karczmarz: *Wziąwszy kilka drew podszedł do paleniska i po chwili płomień jaskrawy oświetlał już jego przybytek. Światło oświetlało doskonale naścienne malowidła. Po lewej "Wampira Topienie" przez jakże słynnego Geila, tuż przy zaś stojący wiedźmin, Orion. Na ścianie prawej Pierwsza Bitwa Galimoryjska, w której wiele znanych osób bój stoczyło, takich jak legendarna smoczyca Tatsu, wampir MortUUs czy też Krraig, wuj HordHawka - zabójcy Litha.*

Karczmarz: *Tuż nad samym paleniskiem zaś, w lekko przyćmionym świetle, zasłanianym przez kominek, uwiecznione były ostatnie chwile z życia, wcześniej już wspomnianego HordHawka, oraz smoka złotego, Litha, którego czynów haniebnych niejeden z tych spod ciemnej gwiazdy urodzon, by się nie powstydził. Smocza gardziel ostrzem runami okrytym przebita, zaś wojownik nadziany na szpon przy tejże gardzieli się znajdujący.*

Karczmarz: *Stojąc na środku przybytku swego i oglądając dzieła naścienne, wzruszył się nieco. Wspominając jakże zabawną przygodę z Nitroxem topionym w korycie dla koni uśmiechał się, gdy patrzył na obraz bitwy, zdawał się oddawać hołd tym wojownikom zarówno poległym, jak i tym, którzy do dziś karczmę odwiedzają. Natomiast, gdy Patrzył na śmierć HordHawka, wzruszył się i łezka w oku się pojawiła, gdyż pamiętał dobrze tego wojownika dzielnego, który dzień w dzień przesiadywał w jego karczmie.*

Karczmarz: *Po chwili wzruszeń, ocknął się zamyśleń i już całkowicie trzeźwo, ruszył w stronę szynkwasu. Chwyciwszy miotłę, zamiótł całą karczmę tak jak to wcześniej uczynił wzrokiem.*

Karczmarz: *Przetarł starannie wszystkie stoły oraz sam szynkwas. Na każdym ze stołów zaś, ustawił po cztery kielichy dla gości i zniknął na zapleczu po chwili.*

Karczmarz:, *Gdy wyszedł na powrót, miał w rękach cztery dzbany z winem, które ustawił na półkach, co by trunku nie zabrakło przybyszom zbyt wcześnie.* Na szczęście mam jeszcze kilka beczułek przedniego wina na zapleczu, co to niegdyś jeden z krasnoludów mi sprzedał w podróży. Myślę, że dziś będę zmuszony z nic zaczerpnąć, gdyż...*Tu przerwał i począł rozmyślać spokojnie i z uśmiechem na twarzy.*

Karczmarz: *Przybytek był już gotów na pierwszych gości przyjęcie a gospodarz w przednim humorze chadzał. Ogarniając wzrokiem karczmę czegoś mu jeszcze tu brakowało. Po chwili ruszył w stronę schodów i wszedł na górę.*

Karczmarz: *Wszedłszy na szczyt schodów z niemałą zadyszką, zapukał do pierwszych drzwi po prawej stronie.* Seetharze! Wstawaj pijaczyno jedna, ale to już!. *Krzyknął przez odrzwia do śpiącego wewnątrz Seethara.*

Orion: # - Panie gospodarzu! Jakże to tak, z samego rana w dodatku wrzaskiem budzić? Innych gości pobudzicie. - Rzekł dźwięcznym głosem w stronę drzwi, za którymi stał karczmarz. Podszedł chwiejnym, bo zaspanym dość krokiem i otworzył zasuwę wpuszczając karczmarza do wnętrza.#

Karczmarz: *Przekroczył bez słowa próg i stanął na środku pokoju groźnym wzrokiem mierząc grajka w piżamce zamykającego drzwi.* Gości tu prawie nie ma nocujących dziś. Ty zaś nocujesz tu co dzień, więc domagam się zapłaty za to i za posiłki, i za znoszenie twego chrapania po nocach. Dziś masz dyżur na dole, będziesz grał gościom, przez większość dnia. Podobno to lubisz.* Usmiechnął się szyderczo gospodarz.*

Orion:# Po zasunięciu zasuwy, spojrzał przymkniętymi oczyma na karczmarza. - Dobrze mości Panie. Jeśli spłacę w ten sposób swój dług to chętnie zagram, ino musze mieć cos na popitkę, bo gardło podczas śpiewu prędko wysycha. - Uśmiechnął się szerząc zęby karczmarzowi. Obaj tak stali w pokoju, jeden na drugiego patrzący. Pokój Seethara zaś był bardzo skromny, jedno okno a przy nim nie łóżka, ino bardziej prycza. Pod ścianą malutka szafka na drobne przybory i kufer z ubraniami. Mężczyźni stali tak jeszcze przez moment mierząc się nawzajem wzrokiem.#

Orion: # Seethar zuchwale podszedł do karczmarza, z dumnie wypiętą piersią. Ten również naprężył się a z oczu jakby próbował bić pioruny. Wtedy obaj parsknęli głośnym śmiechem wpadając sobie w objęcia. Rechot mężczyzn napełnił całą karczmę, aż kogut na zewnątrz zaczął piać przeciągle.#

Karczmarz: Gdy przestał się śmiać rzekł do barda.* Doprawdy, udałeś mi się Seetharze. Ale teraz wybacz, bo zdaję się, że ktoś wina woła. Zejdź niedługo na dół i graj wesoło. Wina, a jakże dostaniesz cały dzban. Ino żebyś się zbytnio nie opił.* Tak mówiąc sam odsunął zasuwę drzwi i zbiegł na dół po schodach.* Już biegnę mości Panie. Wybaczcie mą zwłokę, ale musiałem pewne sprawy załatwić. *Rzekł nalewając wina pierwszemu z gości.*